U Wacława

OSOBY:
__Stanisława i Wacław, mazowieccy wieśniacy z dziada-pradziada, 80+
__Kaśka i Marek, warszawiacy z daczą, 60+znaczek-DSCF0975
__Haloosia i Hop, ex-warszawiacy, 60+

WSTĘP
W sobotę 13 lutego zadzwoniła Stasia, że Wacław wyszedł w końcu ze szpitala. Możemy go odwiedzić. Poszliśmy od razu. To nasi najbliżsi sąsiedzi. Prości, ale wspaniali ludzie. Był już u nich syn.

Wacek faktycznie źle wyglądał. Po dwóch tygodniach schudł niemożebnie. Stasia zakłopotana, stale poprawia mu pościel, dość chaotycznie opowiada detale. Bidulka. Rozmawiamy o jego zdrowiu, o kurach i lisach, co je porywają. A co u tych, a co u tamtych. Takie wsiowe gadanie.
Po pewnym czasie przyszli jeszcze inni sąsiedzi z odwiedzinami, Kasia i Marek. Małżeństwo, z którym mniej się kolegujemy, ale zawsze trochę. Jak to na wsi. Przyszli z nieodłącznym yorkiem. Od razu inna atmosfera.
Kaśka ćwierka swoje głupotki, niewiele przejmując się stanem Wacia. York skacze po pościeli…
Może to i dobrze, dzięki tej trzpiotce Wacław przestał być centrum zainteresowania. Nie szkodzi, że york pościel pobrudzi. Stasia smutna, nadal nie może się odnaleźć.
W końcu zbieramy się i wychodzimy. W tym momencie Kaśka zauważa u mnie okrągły znaczek KOD przy kołnierzu.
No i dopiero się zaczęło!

PYSKÓWKA

— Co ty, w KODzie jesteś? Ojeju – Kaśka nadal szczebiocze, ale już napastliwie i lekceważąco.
— A jestem – odpowiadam z uśmiechem.
— Coś ty! Tam te zagraniczne!
— Jakie zagraniczne? Jestem Polką, jak ty, no coś ty! Tak samo jak ty chodzę pod biało-czerwoną flagą.
— No właśnie! Oni te nasze flagi… Ech
— Jacy „oni”?
— Ci wywrotowcy!
— Jacy wywrotowcy?
— Trzeba dać czas rządowi, a nie tak.
— Widzę że dużo wiesz o KODzie — zaczęłam już ironizować.
— Pewnie, że wiem. Bo co to jest KOD?
— Komitet Obrony Demo…
— Co za obrony?! Czego ci brakuje?! Jakiej demokracji? Czego bronisz? — Kaśka już się nakręciła, mówi coraz głośniej.
— Między innymi Konstytucji, – zdążyłam wtrącić trzy słowa do jej słowotoku. – KOD jest przeciw łamaniu Konstytucji.
— Konstytucji sie nie łamie. Nie martw się. Ten Rzepliński to taki jest, że szkoda gadać.
— Jak możesz tak mówić? To naprawdę bardzo porządny człowiek. Nie masz prawa go źle osądzać.
— Już ja wiem.
— Skąd wiesz?
— Swój rozum mam, nie bój się.
— Znasz człowieka i tyle o nim wiesz, że możesz ocenić?
— Sobie dobrał tych sędziów i mu się zdaje…

EPILOG
Hop dotknął mojej ręki. Kaśka krzyczy tym swoim piskliwym głosikiem. Bez sensu. Przecież nie do niej przyszliśmy, ale do 83-letniego chorego człowieka.
— Kasiu, wygrałaś, bo jesteś głośniejsza. Nie przekrzyczę. Poddaję się – obróciłam się do rekonwalescenta, uściskałam. Pożegnałam z nim i z jego żoną, której mi bardzo żal…
ZAKOŃCZENIE
Specjalnie poszłam z okrągłym znaczkiem KODu, który kiedyś dostałam od Dagmary. Zamierzam oswajać z nim moich mazowieckich sąsiadów. Nie wiedziałam, że trafię na tę trzpiotkę, jak ją sobie nazywamy.
W domu już powiedziałam do Hopa:
— Wiesz, czułam się, jakbym słyszała Pawłowicz.
Zaśmiał się i przyznał, że bardzo podobnie reagowała.

WNIOSKI
Perfekcyjnie zaszczepiony schemat myślowy:
* KOD * zagraniczne * wywrotowcy * dać rządowi czas * Konstytucji nie łamiemy * Trybunał jest zły *
Moja interlokutorka zapewne przypomniała sobie w międzyczasie, że mnie zna i nie użyła argumentu o utraconych bogactwach i stanowiskach…
Jak na pierwszy raz, całkiem nieźle. Jestem zadowolona. Lata pracy przed nami – – –
P.S.
Imiona zostały zmienione. Sytuacja jednak opisana została wiernie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *